„Cichy zmierzch”

Stoisz przede mną, a w cichym zmierzchu,
drży cała ziemia, bezbronna i czysta.
Gładzę Twój policzek, bez słów, bez pośpiechu,
jakby ta chwila była wiecznością wieczysta.

Odsłaniam szyję linię tak kruchą,
gdzie cała Twoja wrażliwość się chowa.
Moje dłonie niosą bezpieczną otuchę,
gdy w głębi duszy zamiera już mowa.

Napięcie wzbiera, uderza do skroni,
tajemny nurt, którego nie nazwiesz słowami.
To czysta miłość przed lękiem nas chroni,
gdy cały wszechświat pulsuje pod nami.

Moje usta nie gaszą Twojego pragnienia,
one rozpalają w Tobie jasność nową.,
Choćby cały świat miał runąć w cienia,
ja Twoją duszę ocalę, osłonię na nowo.

W niemym pokłonie, w najwyższej pokorze,
przyjmę Twój lęk, Twoje łzy i drżenie.
Przeniknę smutek, co serce Twe porze,
by przynieść najgłębsze, ciche ukojenie.

Krzycz swym milczeniem, niech pęka ta cisza,
gdy nasza bliskość rzeźbi nas z gliny.
Niech każdy zakątek niebios usłyszy,
że z ran i tęsknot świątynię tworzymy.

Odchodzisz od zmysłów, ziemia się usuwa,
gdy stajemy razem u rajskiej bramy.
Kto by pomyślał, gdy noc nad nami czuwa,
że to aniołowie drogę wskazują nam sami…

I będę ciszą, gdy Ty będziesz krzykiem.
I będę Twoim najbliższym człowiekiem.