„Złota nić”

Przyszła cicho, bez zbędnych słów i porywów,
by w pierwszym spojrzeniu swój fundament wznieść.
To nie był gwałtowny błysk młodzieńczego świtu,
lecz miłość, co dojrzałą nosi w sobie treść.

Odnaleźliśmy w sobie czystość dawnych prawd,
gdzie każdy cichy gest ma swój głęboki sens.
Pierwsze uczucie, co nie musi gnać przez świat,
bo w dłoniach odnajduje swój własny, wieczny sens.

Przeszliśmy przez niejedno zwątpienie i żal,
ucząc się wybaczać z łagodnym uśmiechem.
Dziś nasza więź sięga znacznie dalej w dal,
gdzie milczenie staje się najpiękniejszym echem.

Znamy już swoje blizny i ścieżki pośród chmur,
nie trzeba wielkich słów, by wiedzieć, co trwa.
To miłość, która nie musi kruszyć żaden mur,
bo odnalazła dom w tym, co spokój nam da.

Trzymasz dłonie w łagodnym słońca cieniu,
a w Twoim uśmiechu bije niegasnący blask.
Bez zbędnych obietnic, w jedynym spleceniu,
odnajdujemy siłę, co ocala nas od łask.

Złocisty promień otula ciche drzewa,
gdy świat w blasku popołudnia spokojnie śpi.
Dojrzałe serce niczego więcej nie wymaga,
gdy obok jest ktoś, kto rozjaśnia wszystkie dni.

Gdy wieczór osiada na twarzach naznaczonych czasem
i stężeje wreszcie ten ostateczny mrok,
wciąż będziemy iść dumnie, wbrew wszystkim hałasom,
bo prawdziwe serce nie starzeje się z biegiem lat.

Bo kochać głęboko to umieć po prostu być,
trzymać się razem, gdy cienie wokół rosną.
I pamiętać, że dwoje serc zawsze potrafi żyć
taką miłością, co wciąż pozostaje wiosną.