„Zbuntowany anioł”

Weszłaś w mój półcień z zorzą na skroniach,
niosąc swój los z cichą godnością.
Czułem parę twojego oddechu na dłoniach,
i miękkość skóry pośród czerwcowych róż.

Zatańcz ze mną powoli pod powiekami gwiazd,
nim ten ulotny moment całkowicie zgaśnie.
Niech temperatura w twoich oczach rozpali nas,
bo w tym jednym spojrzeniu mieści się cały nasz świat.

Zgasła nadzieja rzekłaś po cichu,
miłość to iluzja, fantazmat miniony.
Lecz pod klatką piersiową, w szybkim tętnie,
pękły pąki goździków gorącą falą.

Zbuntowany anioł o ciele z atłasu,
choć los ci skrzydła okrutnie poturbował.
Gładzę twój obojczyk w zapachu bzów,
czując, jak drżysz w moich ramionach.

Nie trzeba nam mistycznych, odległych empyreum,
ani sennych urojeń rzuconych w głębinę.
Gorące dłonie i zapach peonii
budzą w nas ogień, który nie gaśnie.

Gdy stajesz przy mnie, chmurny zgiełk milknie,
a w twoim spojrzeniu kwitną jasne peonie.
Wszystko, co gorzkie, bezpowrotnie niknie,
czuję aromat słodkiej rosy na twoich wargach.

Odrzuciłaś banały, podniosłe konwenanse,
puste deklaracje rzucane na wiatr.
Moje dłonie na twoich biodrach i wilgotne płatki
stwarzają z ciężkiego oddechu nowy świat.

Pragnę twoich ust, ich wilgoci i ciepła,
spijanych jak słodycz z ogrodowych róż.
Chcę czuć twoją klatkę unoszącą się rytmicznie,
gdy kosmosy otulają nasze splątane nogi.

Ciała splecione w misterium absolutnym,
W zapachu goździków, w dotyku skóry i rąk.
zbuntowany anioł w uniesieniu bez tchu,
odnalazł na posłaniu z kwiatów swój własny dom.

Cicha nostalgia wciąż drży pod skórą,
lecz w twoim uśmiechu zakwita już maj.
Twoje dłonie spoczywają w moich,
a nasz mały smutek zamienia się w idyllę.