W dłoniach kołyszę Twoje milczenie,
które w głąb ziemi ufnie zapada.
To nasza miłość – ziarno i lśnienie,
co o tęsknocie nam opowiada.
Uczucie jest jak głodna gleba,
chłonie zachwyt, gdy kłos się budzi.
Bliżej Cię poczuć – to moja potrzeba,
odnaleźć płomień wśród martwych grudzi.
Nie w blasku słońca, lecz w głębi snu,
pęcznieje oddanie – pszeniczny kiełek.
Wołam Cię sercem, pragnę Cię tu,
zbierając miłość jak ziarna w popiołek.
To nie jest trud, lecz czysta radość,
gdy Twoja dłoń sieje czułe zboże.
Głód Twojej bliskości koi mą słabość,
jak żyto kładzie się w złotej porze.
Zboże się kłania naszym spojrzeniom,
gdy dłoń w dłoń idziemy przez pole.
Oddani słońcu i swym pragnieniom,
dzielimy wspólną, miłosną dolę.
Zmieniając w chleb ten twardy świat,
co w rytmie żniw się wiecznie kręci,
kochać to w Tobie zostawić ślad,
by trwać bez końca w pamięci.





