Sztormy mają to do siebie, że w końcu mijają. Ostatnio ucichłam, bo w moim życiu rozpętała się prawdziwa burza. Potrzebowałam czasu, by przetrwać największe fale, poukładać myśli i na nowo znaleźć spokój.
W moim życiu nie ma już niektórych ludzi — musieli opuścić moją drogę, moją przestrzeń i drzwi, za którymi dotąd byli. Nadszedł czas na nowe. Gdy jedne rozdziały się zamykają, inne dopiero się zaczynają.
Wszystkim, którzy mnie zawłaszczyli i zabrali mi przestrzeń z nadmiernej troski, przypominam, że to też potrafi przytłoczyć. Mimo niepełnosprawności nie potrzebuję prowadzenia za rękę — potrzebuję być sobą i mieć wolność. Tym, którym nie podoba się, że jestem za głośna, za gruba, za bardzo szkieletor czy wrażliwa, powiem jedno: nie zamierzam się zmniejszać. Bez przepraszania.
To po takich burzach najpiękniej pisze się nowe wiersze i łapie najpiękniejsze kadry. Przed nami mnóstwo przemyśleń i nowych kroków.
Na koniec chcę po prostu podziękować. Ktoś wyjątkowy podniósł mnie ostatnio na duchu, przypominając, że jestem wspaniała dokładnie taka, jaka jestem i obiecał po cichu, że po prostu będzie obok, bez względu na wszystko. Dziękuję za te słowa i za tę obecność. Ty wiesz, że to o Tobie…
Dziękuję też Wam za cierpliwość i za to, że jesteście. Dobrze znów tu być.
Wesprzyj moją twórczość wirtualną kawą…
Każda kropla kawy to nowa iskra kreatywności…



