„Kwiatowy szept”

W ogrodzie, co milczy w kolorze alabastru,
zakwita czułość ta cicha, bez głośnego rastru.
To nie są kwiaty, lecz ciepło, co w palcach wzbiera,
gdy pąk aksamitny powoli się otwiera.

To szept magnolii, co skórę muska z lękiem,
by nie urazić jej zbyt głośnym dźwiękiem.
W każdej żyłce liścia, w soku, co w nim płynie,
ukryta jest tkliwość, co nigdy nie zginie.

Nie trzeba słów wielkich, ni gęstych koronek,
wystarczy ten jeden, różany poranek.
Gdzie zapach jest dłonią, co gładzi Twe skronie,
a serce w kielichu bezpiecznie utonie.

To czułość jest nicią, co wiąże nas z ziemią,
w pąkach, co ufnie pod słońcem już drzemią.
Bez trudu, bez lęku, w miękkim uśpieniu,
stajemy się światłem w kwiatowym promieniu.

A kiedy zmierzch spłynie na płatki uśpione,
pamięć o cieple wpleciemy w koronę.
Niech każdy powiew, co sypie pył złoty,
będzie balsamem na dawne tęsknoty.

W ciszy ogrodu, gdzie czas się zatrzymał,
nie straszna nam jesień ni mroźna zima.
Bo w każdym geście, co w ciszy dojrzewa,
szumią nam dłonie jak liście i drzewa.

Gdzie dotyk jest miękki jak płatków jedwabie,
w szeleście, co cicho opada na trawie.
W tej głębi różanej, co serca dotyka,
rodzi się miłość, co nigdy nie znika.

Tu jaśmin rozsypał swe białe marzenia,
w zapachu, co duszę w błękit zamienia.
A lawenda koi swym fioletem sny,
w ogrodzie, gdzie kwitną najczystsze łzy.

Wpleć we włosy maki, purpurowe chwile,
niech nas prowadzą motyle w swym pyle.
Aż w końcu spłyniemy w kropelkę rosy,
zapisani w słońcu, na wietrze, we włosy.

W każdym zakamarku ogrodu pachnącym,
stając się ciszą w uścisku gorącym.