” ​​Mapa Przeznaczenia”

Wadowickie sny, pachnące kremówką,
Zmienił w natchniony głos, co świat poruszył.
Nie bał się wyzwań, ani twardych słów,
Dając nam siłę w głębi naszych dusz.

​Piotrową łódź prowadził przez sztormy,
z odwagą wielką, co góry przenosi,
w pokorze serca, wierny Bogu samemu,
O pokój dla świata nieustannie prosił.

​Ślad stóp na piasku, co nie zna zmęczenia,
biały monolit pośród morskiej fali,
zmieniałeś wyrok niemego milczenia,
W krzyk, którego góry się nie bały.

Nie byłeś posągiem z zimnego marmuru,
Lecz drżącym głosem i dłonią sękatą,
Co zdejmowała ciężar z ludzkich murów,
Czyniąc z tej ziemi dom, a nie zapłatę.

Biała postać w mroku świata,
dłoń uniesiona w geście pokoju,
Ojciec, co w każdym widział brata,
ucieczka nasza w życia znoju.


​Drżąca dłoń na oparciu fotela,
ciężki oddech, co stał się modlitwą,
już nie słowa, lecz cisza onieśmiela,
gdy mężne serce toczy ostatnią bitwę.

Nie ten z placów, co porwał miliony,
lecz ten schylony pod krzyża ciężarem,
własnym cierpieniem najciszej spełniony,
dzielący ból swój z nami – jak chlebem, z umiarem.

Wadowicki chleb i rzymskie ołtarze,
w jednym uścisku wiary i cierpienia,
zostawiłeś nam mapę, nie tylko twarze,
by każdy z nas szukał swego przeznaczenia.

Odszedł wieczorem, gdy okno płonęło,
zostawił buty zdarte od drogi.
wszystko, co ludzkie, w Nim się dopełniło,
gdy przekraczał ostatnie, niebieskie progi.