Z drobnych okruchów wspólnego zachwytu,
tkam dach nad nami, od świtu do świtu.
Nie kruszą go burze, ani szeptów rzeka,
bo w każdym geście Twój spokój mnie czeka.
W Twoim spojrzeniu czytam nowe światy,
gdzie cisza ma zapach wiosennej herbaty.
Pomiędzy niebem, a ziemi dotykiem,
staję się Twoim najcichszym okrzykiem.
Pomiędzy myślą, a duszy szeptaniem,
jesteś pytaniem i rannym lśnieniem.
Gdzieś w meandrach snu, co jawą się staje,
miłość swym gestem nasz los splatać zdaje.
Choć wieki miną i zgasną wspomnienia,
trwam przy Twej duszy, nie znając znużenia.
To więcej niż magia, to Edenu tchnienie,
w Twojej bliskości odnajduję spełnienie.
Nie na mgnienie oka, lecz w nieskończoność,
zamieniam czekanie w jasną obecność.
Znalazłem swój Eden, choć mapy milczały,
jest tam, gdzie serce bije w rytm Twojej chwały.





