„Przeźroczyste płatki”

Są kwiaty, które rodzą się z oddechu,
z ułamka świtu, co w dłoniach szeleści.
Nie szukaj w nich siły, nie szukaj pośpiechu,
one są tkane z najcichszej treści.

Ich wrażliwość to nie słabość, lecz wiedza,
że świat potrafi być ostry i chłodny.
Każdym drgnieniem płatka granice wyprzedza,
gdzie duch jest głęboki, czysty i głodny.

Kruchość jest ich najdroższym klejnotem,
jak szron na szybie, co słońca się boi.
Drżą pod spojrzeniem, drżą pod tęsknotą,
w ciszy, co rany najlepiej goi.

Nie dotykaj ich dłonią zbyt dumną i pewną,
bo pękną jak bańka, jak echo w oddali.
Są kruchą modlitwą, muzyką rzewną,
którą się tylko w milczeniu ocala.

Wystarczy szept, by ich spokój naruszyć,
by opadł pyłek z ich jasnej korony.
Kto nie ma w sobie subtelnej duszy,
ten minie je zawsze, ślepy i niewzruszony.

Lecz w tej kruchości jest moc niezwykła,
co trwa najdłużej, choć najmniej się broni.
Jak światło gwiazdy, co nigdy nie znikła,
choć tak daleka dla chłodnej dłoni.