W tempie serca…
Gdy w Twoich oczach gaśnie znowu światło,
A świat się staje ciężki niczym głaz,
Wciśnijmy bieg, by odetchnąć łatwo,
Zostawmy w tyle bezlitosny czas.
Twój umysł nie jest labiryntem trwogi,
Lecz trasą, którą ruszam z Tobą w pęd.
W Lamborghini, pośród nocnej drogi,
Wypalę każdy Twój bolesny błąd.
Nie szukam maski, chcę Twojej bliskości,
Gdy mruczy silnik, tuląc nas do skór.
W Twoich pęknięciach, w Twojej bezbronności,
Odnajdę rytm, co skruszy każdy mur.
Oddaj mi ciężar, co ramiona zgina,
Niech setka na liczniku zgubi strach.
W zapachu mięty i ciepłego wina,
Rozpacz się zmieni w pył i gwiezdny piach.
Będę Twym żarem, gdy niebo pociemnieje,
Włoską maszyną, co rozcina cień.
Wleję w Twoje żyły nową, sytą nadzieję,
Zanim nastanie hałaśliwy dzień.
Wypalę ból, co pod skórą drzemie,
Jak opon ślad na rozgrzanym szkle.
Zdejmij ze swoich barków całe brzemię,
W namiętnym pędzie oddaj mi się, zieleń.
Bo choćby piekło o nas upomniało się dzisiaj,
I choćbyś nie wierzył, że warto dalej iść,
Będę Cię kochać w ryku i w ciszy,
By namiętnością każdą chwilę wyśnić.





