Deszcz rytmicznie wybija na szybie bez szepty,
gdy opuszkiem rysujesz na dłoni ślad cienia.
Są gesty, co tworzą wyrafinowany splot i puenty,
by milczenie zamienić w początek olśnienia.
Świeca wąskim płomieniem znikaniu się kłania,
a ten wyrafinowany splot chroni nasze lato.
Nigdy nie potrafiłem zatrzymać mijania,
lecz dziś czas zwalnia kroki, dziękuję mu za to.
Niechaj świat za progiem w swej gorączce ustanie,
gdzie wyrafinowany splot lśni przed świtu nadejściem.
Splećmy ten pociemniały pokój w ciche trwanie,
gdzie każdy niespieszny krok staje się przejściem.
Twoje dłonie odnajdują moje bez wahania,
tworząc wyrafinowany splot u stóp schronienia.
W tym jednym spojrzeniu gaśnie cień wygnania,
bo to, co najpiękniejsze, nie wymaga widzenia.
Poprawiasz rękaw, by znowu zsunąć go gładko,
uśmiechasz się ciepło, odsłaniając motyla,
z odpiętą agrafką, gdzie trzy pomnożone przez trzy zachwyca,
i wolnością w sercu dojrzewa ta chwila.
W kuchni stygnie codzienność, czas traci znaczenie,
gdy w wyrafinowany splot łączymy ślady kroków.
Oto bezpieczna przystań, co daje sercu ocalenie,
miejsce pełne światła, skryte pośród mroków.
Nie składam ci przysiąg wyrytych na kamieniu,
bo nasz wyrafinowany splot to coś więcej niż słowo.
Obiecuję zapach kawy o świtu promieniu
i to samo zaproszenie do tańca na nowo.
Przymknij oczy, bądź bliżej, w ten wyrafinowany splot
wsiąknijmy jak wosk gorący, w melodię zmienieni.
Gdyby jutro cały świat miał zgasnąć w jeden lot,
chcę ocalić ten wieczór, pełen żywych cieni.
Jeszcze jeden obrót, zanim noc zniknie powoli.
Niech ten wyrafinowany splot trwa w dotyku bez końca.
Zostań, niech to promienny zachwyt, co nie boli,
prowadzi nas z radością ku progom nowego słońca.





