Przeklinam powiew wiatru,
który przypomina mi Twoje dłonie
sunące po mojej skórze…
Jak ciepłe westchnienia,
tatuażem pozostały wyryte.
Przeklinam poetów
za wiersze o naszej bliskości,
gdy pióro tańczyło
promieniami szczęścia i ekstazy.
Przeklinam pieśni,
które wciąż płyną w mojej głowie,
gdzie nasza miłość została przerwana
jak niedokończona myśl poety.
Przeklinam księżyc,
który wciąż rozświetla noce,
gdzie nasze pocałunki
pozostały jedynie westchnieniem snów.
Przeklinam ogrody Edenu
za kobierce kwiatów,
w których tańczyły nasze dusze,
gdy wplatałeś w moje włosy niezapominajki,
mówiąc na zawsze razem.
Przeklinam nas
za wiarę w siebie, za miłość,
za dłonie splecione warkoczem nadziei,
za słodycz dotyku,
spragnionego czułości…
Błogosławię spokój serca,
choć zranione, bije teraz silniejszym pulsem.
W ciszy duszy odnajduję siebie.
Powstaję na nowo,
otwierając ramiona
na wieczność… już bez Ciebie…





