„Moja jedyna… władczyni”

Czy zostaniesz moją dumną władczynią,
co wchodzi w życie bez zbędnych pytań?
Mój pancerz opadł,
chociaż serca tak mocno pilnować chciałem.

Mówią, że pędzimy zbyt szybko,
lecz w twojej ciętej ripoście znajduję przystań.
A w twoim nieokiełznanym śmiechu,
odnajduję to, czego zawsze szukałem.

Gardzisz tanim blichtrem,
nie szukasz poklasku ani pustej chwały.
Choć twój krnąbrny charakter,
potrafi doprowadzić mnie do szału.

Gdy spoglądasz mi w oczy,
cały mój dotychczasowy świat staje się mały.
I mam ochotę na przekór wszystkim,
zacząć wszystko od nowa, pomału.

Całuj mnie bez pamięci,
aż zbraknie tchu w naszych piersiach.
Nie chcę bajki z podręcznika,
co ma swój smutny koniec w cieniu.

Twój uśmiech gasił każdy strach,
co w mojej duszy gęstniał.
A twoja cicha troska tuliła mnie czule,
w gwiazd milczeniu.

Nie musimy być wzorem dla świata,
niech zazdrość w sercach obcych wzrasta.
Będziemy razem wariować,
i miłością nazywać to szaleństwo czyste.

Gdy myślę o tobie, wrażliwa duszo,
pozwól mi przy sobie wzrastać.
Bo najpiękniejsza miłość to ta,
co w twoim sercu trwa nieustępliwie i jawnie.

Będziemy pisać własną historię,
nie mówiąc o niej nikomu.
Patrząc jak obcy świat milknie i powoli odchodzi w dal.
Nie chcę obiecać ci złotego nieba.

Zostań ze mną na zawsze,
w tej bajce, z której nie chcę wracać do domu.
Gdzie każde twoje spojrzenie,
leczy dawne rany i głęboki żal.

Będziemy pisać własną historię,
nie mówiąc o niej nikomu.
Patrząc jak obcy świat milknie i powoli odchodzi w dal.
Nie chcę obiecać ci złotego nieba.

Chcę być przy tobie,
gdy będzie trzeba.
Także…Nawet jeśli zgubimy kiedyś drogę,
bo z tobą wiem, że odnaleźć ją mogę.