W szczelinach nocy poraniem jasna trawa pęka,
Gdy pod dotykiem twardy opór klęka.
Sielski błyska w mroku twoich dłoni,
A dzika namiętność w żyłach ogniem dzwoni.
W morzu lawendy usta swe koimy,
Purpurą kwiatów namiętność stroimy.
Szafran rozpala zmysły uśpione,
W splotach glicynii ciała zatracone.
Mandragora śpiewa w ekstazy godzinie,
Gdy sok z jaskra po twej skórze płynie.
Bieluń otwiera bramy do olśnienia,
W rytmie pożądania, w chwili zapomnienia.
Krwawnik astralny dusze nam otwiera,
Gdzie ziele życia w wieczność się wybiera.
Lubczyk zaklęty krew w ukrop zamienia,
W tyglu rozkoszy i nagłego lśnienia.
Przez świetlik patrzę w otchłań Twej źrenicy,
Gdzie ziele mistrzów strzeże tajemnicy.
Płońmy jak jałowiec na ołtarzu ciała,
By tej herbarii moc w nas wiecznie trwała.
W woni pogromu i śnieżnej zawilca,
Więzisz me zmysły niczym w klatce wilca.
Zimoziół chłodzi, lecz wężymord kusi,
Namiętność cisem dech w piersiach wymusi.
Lulek nam kreśli krąg nieskończoności,
W złotym zielniku bezdennej miłości.





