Myśl o szczęściu,
zakotwicza gwiazdy pośród tęsknoty.
Marzenia drzemią w środku niedoli,
ona nie boli.
Tylko rozum wciąż rozbudza wyobraźnię,
marszczy brwi z niedowierzaniem.
Miną kwaśną,
gotowa na wybuch olśnień.
W panoramie tyle uczuć pominiętych,
co nie sprostały zadań.
Wtedy pogoda ducha,
meandrem rozanielenia.
Rozchyla serce i otwiera ramiona,
by dokonać cudu.
Obudzić wiarę,
dreszcze łaskoczą po ciele emocje.
Gdy jesienna aura w melancholii,
otwiera pierwsze struny skrzypiec.
Z niedowierzaniem wysupłujesz muzykę z serca,
by rozmarzenie sprostało euforii.
Nasiąkasz swoją panoramą,
zatrzymujesz w duszy promenadę gorącego słońca.
Rozkwitem temperamentu,
chcesz posiąść swoje daje na wyłączność.
Gonisz wiatr na polach,
by usłyszeć trel słowika.
Wpadasz w objęcia marzeń.
Dostrajasz czas do myśli,
zakotwiczasz temperament,
pośród marzeń…





