Budzę się pierwsza Twoje ramię oplata mnie mocno,
a oddech uderza mi w kark równy, spokojny.
Jakbyś śnił o nas, o tym, co dopiero przed nami.
Nie ruszam się. Nie chcę, by ta chwila uciekła.
Słońce leniwie przesącza się przez zasłony.
Na stoliku pusta butelka po winie.
Jakbyśmy wczoraj zrzucili z siebie,
Nie tylko tkaniny, ale też samotność.
Delikatnie się odwracam.
Otwierasz oczy, uśmiechasz się tak,
Jakbyś też już wiedział ,że to coś więcej niż noc.
– „Dzień dobry,” – szepczę, a Ty całujesz mnie w czoło
– „Dzień dobry, miłości. To słowo…
na Twoich ustach brzmi jak modlitwa.
Wstajesz. Robisz kawę.
Z kuchni dochodzi zapach kawy.
Wchodzisz z dwoma kubkami.
Śmieję się.
W tej chwili jesteś cały mój.
Po śniadaniu siadamy naprzeciwko siebie – w ciszy.
Ale to nie ta cisza, która coś ukrywa.
– „A co, gdybym… została na dłużej?”
– pytam, niby żartem, ale jednak naprawdę.
Twoja twarz poważnieje.
– „A co, gdybym chciał, żebyś została na zawsze?”
Siadam na Twoich kolanach,
i całuję Cię tak,jak się całuje odpowiedź.
W Twoich oczach jest iskierka – w Moich też.
Bo miłość…prawdziwa miłość…
Często zaczyna się od pragnienia, ale trwa
Bo ktoś się odważył powiedzieć,
Zostań…





