W gęstym tłumie tylko Twój rytm dyktuje mi krew,
moje ramiona to pętla z której nie chcę Cię wypuścić.
Jesteś jedynym szeptem w ogłuszającym hałasie świata,
z tęsknoty kute słowa wypalą każdą Twoją łzę.
By o północy podarować Ci czas jeszcze nienapoczęty,
będę Twoim cieniem gdy Twój własny Cię opuści.
Znam Cię na wskroś a wciąż łaknę nowych odkryć,
wbrew suchym słowom i tępym definicjom dnia.
Nurkuję w najgłębszą toń Twojego istnienia,
przekładam blask Twojej duszy na własne wargi.
By przyprawić je szeptem ostatecznego spełnienia,
księżyc zastyga w niemym zachwycie nad Twoją twarzą.
Nie szukam raju bo raj oddycha tuż obok mnie,
twoje istnienie to mój najpiękniejszy grzech.
Który wypełnia każdą szczelinę wygłodniałej wyobraźni,
wyniosę Cię na rękach z najmroczniejszej doliny.
Zabierając każdą troskę jakby nigdy nie istniała,
Nasza miłość…
To pryzmat co rozszczepia szarość w tysiąc barw.





