Wznoszę w słońce plaster miodu,
rozchylając drobne liście.
Pożądane od pieszczoty,
smukłe brzozy i aksamitne dłonie.
W lesie cichym, nasyconym wonią paproci,
a my razem na łące kwitnących stokrotek.
Postrzępionych w plastry niezapominajek,
ponad nami delikatne płaty nieba.
Porozrzucał wiatr szalony,
z obłokami lekko bujał.
W gąszczu liści zawieszony,
rozsypałeś, miły, moje loki.
Pomieszałeś z trawy źdźbłami,
dłonie wilgotne masz od trawy.
Niebo zniżasz mi swoimi źrenicami,
moje łzy ci mogę dać.
Ty je zmienisz w drogie perły,
moje czułe spojrzenie weź.
ja będę dla ciebie tajemnicą,
i pięknym promieniem słońca.
Kiedyś pewna dziewczyna szła ulicą,
patrząc na innych ludzi.
W jej głowie kłębiło się tysiąc złych myśli,
obserwując kobiety szczupłe, wysokie i piękne.
A ona? Była jak ta szara myszka – niezauważalna.
Gdy stała któregoś dnia nieśmiało przed lustrem,
miała ochotę roztrzaskać je na milion kawałków.
Stojąc tak ze łzami w oczach, czuła tylko smutek,
bo ono wmawiało jej, że jest taka niedoskonała.
Zamiast cieszyć się słońcem i radością życia,
marnowała energię na walkę z wiatrakami,
nienawidząc tej szarej myszki z wnętrza lustra,
co śmiała się do niej szyderczo każdego poranka.
Lecz któregoś dnia ta dziewczyna przestała się bać…
Przestała się bać ludzi, przestała się bać życia.
Zamieniła swój kokon w skrzydła, by dodały jej siły,
by wreszcie wyjść z cienia i cudzych oczekiwań.
Dziś jest kobietą, która kocha siebie jak nigdy dotąd.
Stając przed lustrem, wybacza sobie każdego dnia.
Małymi krokami wraca do siebie z poczuciem zwycięstwa,
bo stając przed nim, widzi już tylko pięknego motyla.





