Przemierzam uliczki, tak bardzo mi bliskie…
każdy kamień zna echo naszych kroków,
a mury wciąż pamiętają ciepło naszych serc.
Gdy nie potrafiliśmy przejść obojętnie obok siebie,
moglibyśmy o nas opowiadać,
i być dla siebie …
Tajemnicą ukrytą przed całym światem,
jak znikałam w Twoim spojrzeniu,
które rozbierało mnie powoli.
Zostały tylko miejsca, które pamiętają nasz głód,
naszą namiętność…
Pamiętam drżenie w Tobie,
gdy moje usta dotykały Twojej skóry,
a każdy szept stawał się obietnicą.
Nikt nie zliczy, ile razy mówiliśmy sobie „kocham cię”
wplatając te słowa w krzyk…
Nikt nie policzy, ile razy przebaczaliśmy sobie w ramionach,
kiedy gniew ustępował…
Został wiersz …
napisany na mojej piersi..
palcami, które znały każdy zakamarek mnie.
Nie spałam…
Udawałam, by czuć mocniej,
jak każde słowo przesuwa się po mojej duszy,
i rozpala ją bardziej niż ogień.
Został zapach…
raz jeszcze i jeszcze.
I dziś, gdy idę tymi uliczkami,
czuję, że one nadal oddychają nami.
Niosą echo naszego śmiechu,
naszych westchnień.
Naszej miłości, która nie potrzebowała świadków,
bo żyła tylko w nas…
Świat nigdy się nie dowie,
kim byliśmy naprawdę…
Ale ja wciąż noszę w sobie tamte chwile …
jak tajemnicę, której nie chcę zdradzić,
jak pocałunek, który nie kończy się nigdy…





